Fakty i Mity

Numer: 27(435)
4 - 10 VII 2008  

Noc Kupały 

Tajemnicze obrzędy słowiańskie, zapomniane wierzenia naszych przodków, święta pogańskie - o tym wszystkim piszemy w tym numerze. Nie tylko piszemy - prezentujemy także niezwykły fotoreportaż z Nocy Kupały. Bo wyznawcy pierwotnej religii Polaków ciągle żyją wśród nas. 

Przez tysiąc lat z okładem Kościół katolicki robił wiele, aby na zawsze pogrzebać słowiańskich bogów. Na początku - wraz z ich wyznawcami. Na szczęście bezskutecznie. Stare bóstwa znów zaludniają leśne mokradła, rozstaje dróg, kamienne kręgi i uroczyska, gromadząc coraz liczniejszych Prasłowian. Na przykład w noc Kupały. Tak było pod koniec czerwca na wyspie Wolin - pradawnym siedlisku Słowian, u stóp tysiącletnich kurhanów - gdzie podążyła ekipa "Faktów i Mitów", aby poczuć smak i magię najkrótszej nocy w roku. Nocy radości, miłości i fascynacji oczyszczającym ogniem. Na stronie www.slowianskawiara.pl (zapraszamy na nią wszystkich zainteresowanych) przeczytać można credo czcicieli pradawnych bóstw, które głosi:

Słowiańska Wiara; to Ziemia, to Matka,
To prochy Przodków.
Słowiańska Wiara; to Woda, to Krew,
To nasze Dziedzictwo.
Słowiańska Wiara; to Ogień, to Siła,
To duszy Oczyszczenie.


I właśnie ogień oczyszczający ale i niszczący płomień, jest głównym elementem Kupałowej nocy.

Patrząc w blask ogniska, które jasno płonie
A jego języki wciąż żarem się sycą
Pamiętaj, ze Słońca narodził się płomień
I ziemię zapłodnił krwawą błyskawicą.

W ogniu jest moc dziwna i jest czar zaklęty.
Bo choć okiełznany od wieków nam służy
Wystarczy iskierka, by żaru odmęty
Powstały, by szaleć, pożerać i burzyć.

Ogień ma moc sprawczą, bo paląc, oczyszcza
Potęgą pięknego, dzikiego żywiołu,
Mocnych wciąż hartuje, wzmacnia i wywyższa,
A słabych zamienia na garstkę popiołu.

..

Wolińskie starannie przygotowane widowisko jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Z czerni głębokiej wynurzają się postacie odziane w powłóczyste szaty. Kapłani i kapłanki Swarożyca, Trygława i Kupały niosą pochodnie, od których zaczynają płonąć wielkie ogniska. W blasku płomieni migoczą twarze, z trzasku iskier wydobywają się słowa pradawnych zaklęć, śpiewy i melorecytacje. Ci piją miody z bawolich rogów, owi staczają wcale nie udawane pojedynki na płonące miecze, jeszcze inni skaczą przez żagwie. Wszystko w narkotycznym rytmie bębnów i jak mantr powtarzanym słowie "sława". Blisko setkę kapłanów i kapłanek dzieli czasem ojczysta mowa (przyjechali też cudzoziemcy), ale łączy radość wspólnoty, młodość, miłość do tradycji przodków. Oni - tak, jak to czynią wyznawcy panującej religii - nie twierdzą, że ich bogowie są lepsi, wspanialsi, silniejsi od innych czy też jedyni. Ale że realnie istnieją, ukryci od tysięcy lat w leśnych odstępach i ludzkiej pamięci - co do tego nie mają wątpliwości.

W reportażu wykorzystano wiersz Joanny Gacparskiej - przedstawicielki ruchu Prasłowian.
Marek Szenborn
Ryszard Poradowski.
Fot. MarS

 

 

Anna CHOROSZKO
Kurier Szczeciński

str. 23
04.07.2008 

Tańce, hulanki, swawole

Jak świętowaliśmy polskie walentynki

CZAS akcji: noc z 28 na 29 czerwca, miejsce: plaża miejska w Wolinie.
Bohaterowie: członkowie Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego "Słowiańska Wiara", bóstwa, a wśród nich bóstwo płodności i miłości - Kupała, gapie oraz... deszcz.

Tuż przed zaplanowaną na późny wieczór uroczystością kupalną Wolin przypominał wymarłe miasto. Na ulicach niewielkiego grodu zaledwie kilka przypadkowych osób spieszących ze sprawunkami do domów oraz nudzące się i przez to złorzeczące na cały świat dzieci w wieku szkolnym. Animuszu nie dodawała niewysoka temperatura oraz deszcz lejący na głowy i wdzierający się pod ciuchy. Pewnie to sprawiło, że sobótkowe, z pompą przygotowane obrzędy, oglądało nieliczne grono ciekawskich. Dopisali za to członkowie i sympatycy Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego "Słowiańska Wiara", reprezentujący min. Pomorze, Śląsk i Małopolskę. Ale nad Wybrzeże dotarli również Czesi i Słowacy. To właśnie ze względu na przybyszów z dalekich krain termin kupalnocki został przesunięty o kilka dni i nie odbył się - jak tradycja nakazuje - w najkrótszą noc w roku.

* * *
Sobótka jest jednym z najważniejszych słowiańskich świąt, każdego roku pielęgnowanych przez ZZW "SW" (pozostałe to jare gody, plony, szczodry wieczór i dziady). I chyba świętem najbardziej ukochanym, bo to właśnie podczas niego puszczają hamulce moralne i wyzwalają nie zawsze pozytywne instynkty. Wszak to polskie walentynki, triumf miłości... Obchodzone w gorącej atmosferze - chyba że pogoda postanowi sprawić psikusa. Wtedy pozostaje ciepło ogniska i drugiego ciała. Przynajmniej tak to wyglądało w zamierzchłych czasach, gdy - podobno - około północy uroczystości przekształcały się w orgię, przestawały obowiązywać wszelkie zakazy.
Noc świętojańska to uroczystość ku czci ognia, wody, słońca, księżyca i płodności, ma zapewnić świętującym zdrowie i pomyślność. Noc, gdy symbolicznie żegnamy wiosnę.
Sobótka jest obrzędem dziś już zanikającym, ale przez ZZW "SW" wciąż (a może właśnie dlatego) przeprowadzanym z prawdziwym rozmachem - w tradycyjnych lnianych strojach i według określonego scenariusza. O obecnych ubogich w tolerancję czasach przypominają jedynie ogoleni na łyso ochroniarze, dyskretnie obserwujący przebieg imprezy.
- To dla bezpieczeństwa. Nie każdy rozumie, czym się zajmujemy. Wyśmiewają, wyzywają od dziwaków. A przecież słowiańska wiara to nasza krew, nasze dziedzictwo. W szkole poznajemy bogów greckich i rzymskich. Więcej dowiadujemy się o wierze egipskiej albo mezopotamskiej niż rodzimej. Słowiańscy bogowie nadają sens naszemu istnieniu, ufamy, że ochronią od zapomnienia czyny przodków. Dlatego kupalnocka w naszym wykonaniu nie jest na pokaz, nie jest szczeniackim wygłupem, wiąże się z prawdziwą wiarą - tłumaczą członkowie związku.

* * *
Przed 22 przestaje padać. Najwyraźniej bóstwa górujące tego dnia nad plażą w Wolinie nam sprzyjają. Niedługo potem zapada zmierzch. To znak, że noc kupały czas zacząć. Przed nami prawie dwie godziny magii, śpiewów i tańców wokół ogniska.
Jednym z kluczowych momentów rytuału jest pożegnanie Jaryły, boga wiosny, który wróci na ziemię dopiero w przyszłym roku. Symboliczna kukła ginie w płomieniach, ceremonii towarzyszy dźwięk bębenka i gromkie okrzyki ku czci bogów. Bardzo widowiskowa okazuje się potyczka wojów - zarówno jeden, jak i drugi walczą za pomocą płonącego miecza i zasłaniają "ognistą" tarczą.
Tego wieczoru nie tylko Jaryło jest bohaterem. Również inni słowiańscy bogowie - Swarożyc czy Trzygłów są wzywani przez tłum, aby później otrzymać hojne dary - miód pitny i chleb. Ten sam chleb, na którym wszyscy uczestnicy po kolei kładą dłoń i w myślach wypowiadają życzenie. Bochenek ma być gwarantem ich spełnienia.

* * *
Mimo niewątpliwego rozmachu, w wolińskiej ceremonii zabrakło kilku elementów niezwykle istotnych dla nocy świętojańskiej. Nie ujrzeliśmy plecenia wianków i puszczania ich na wodę (może z powodu skromnego udziału kobiet?), żaden ze śmiałków nie odważył się skakać przez gigantyczne ognisko, nikt nie zapuścił się w las w poszukiwaniu kwiatu paproci... Ale wiadomo, że nic w przyrodzie nie ginie i dlatego pominięte detale zostały zastąpione innymi. Mogliśmy zatem obejrzeć przeciąganie liny i całowanie zaostrzonego toporka. Mogliśmy w końcu świętować bardzo tradycyjnie, czyli radośnie i do białego rana.